Masz depresję? Nie użalaj się nad sobą

http://www.gratisography.com/
Internet. Miejsce, w którym każdy człowiek może podać się za kogo tylko chce. Jedni wymyślają sobie nowe hobby w celu uatrakcyjnienia swojego życia, inni tworzą nowe osobowości. Nie ma w tym nic złego, dopóki nie krzywdzą tym drugiego człowieka. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna udzielać specjalistycznych rad na temat różnych chorób, nie mając przy tym odpowiedniego wykształcenia. W tym wypadku chodzi o niezwykle poważny temat, bo o depresję.

Kilka dni temu na blogu www.psychopedagog.eu pojawił się artykuł dotyczący osób cierpiących na depresję. Autorka artykułu, która jest studentką psychopedagogiki opiekuńczo-terapeutycznej w Kielcach, postanowiła podzielić się swoimi, tutaj podkreślę, przemyśleniami na temat tej choroby. Na samym początku wpis wydaje się być niegroźny. Jednak z każdym kolejnym zdaniem ujawnia się jej brak wiedzy w tym temacie.


Autorka na samym początku swojego wpisu stwierdza, że depresja jest stanem chorobowym. Zgoda. Jednak w pewnym momencie mówi, że nie poleca ona wizyty u specjalisty, jakim jest psychiatra. A przecież jest to pierwszy podstawowy krok, który powinnyśmy zrobić, kiedy podejrzewamy u siebie depresję. Dodatkowo, owa studentka stwierdza, że osoba cierpiąca na depresję może sama sobie z nią poradzić. Powtórzę: sama sobie. No bo przecież wystarczy chcieć, a nie użalać się nad sobą w czterech kątach, prawda?
Artykuł od razu wzbudził wiele kontrowersji nie tylko wśród zwykłych czytelników, ale również wśród wykształconych specjalistów. Uwagę na jej wywody zwróciła m.in. Monika Kotlarek, która jest psychologiem po 5-letnich studiach magisterskich oraz psychoterapeutą w trakcie certyfikacji. Skrytykowała ona na brak profesjonalizmu ze strony autorki tekstu oraz osoby odpowiedzialnej za zarządzanie stroną.
Chcąc uzyskać klarowną i jednoznaczną odpowiedzieć na temat wywodów autorki tekstu, zapytałam Monikę wprost, czy sposoby „leczenia” depresji proponowane przez studentkę (przypomnę, psychopedagogiki opiekuńczo-terapeutycznej) mają jakikolwiek sens.

Czy depresję da się wyleczyć „siłą woli”?

Jeśli mówimy o depresji jako jednostce chorobowej (nie o jesiennej chandrze, którą nazywa się depresją sezonową), to na początku leczenia pacjent nie ma w sobie siły woli. Nie ma siły jeść, sikać, myć się, a jedyne o czym marzy, to umrzeć. Nawet pójście do lekarza czasem bywa wymuszone przez naciski bliskich, bo chory po prostu nie ma na to siły.

I nawet w dalszym etapie leczenia, gdy leki zaczynają działać, najlepsze jest wsparcie psychologa lub psychoterapeuty. Wtedy siła woli też się przyda, a może bardziej motywacja do wyzdrowienia (chodzenie na terapię, czy ruch wymagają zaangażowania, nikt za chorego tego nie zrobi, jeśli on nie będzie chciał), ale ta „siła woli”, to nadal tylko drobny element i to dopiero w dalszym stadium, na pewno sama siła woli nie wystarczy do wyleczenia depresji – choroby. Chandry – jasne, zmuszamy się do wyjścia na spacer i jest nam lepiej.


Czy depresję powinno leczyć psychoterapią u terapeuty?

Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby leczenie depresji przebiegało dwutorowo. Farmakologia, a potem psychoterapia. Terapia może pomóc pacjentowi przełamać błędne koła myślowe, w które wpada się w czasie choroby, uczy np. relaksacji, panowania nad stresem, gniewem itd. Psychoterapia na pewno nie wyleczy (w rozumieniu medycznym) pacjenta z depresji, ale może mu pomóc sobie radzić, gdy jest już nieco lepiej po lekach.

Poprosiłam ją również, aby odniosła się do słów właściciela strony, Dawida Kołodzieja: Co najlepsze nie do każdego nadaje się lekarz psychiatra, psycholog, pedagog czy terapeuta. Dobrym przykładem jest podłoże endokrynologiczne (hormonalne), gdzie żaden terapeuta czy psychiatra nie rozwiąże problemu.

Przy problemach z tarczycą, chorobie Hashimoto, rzeczywiście pojawiają się stany depresyjne, ale „specjaliści” znów się sami zagalopowują. Żeby skierować na badania hormonów trzeba pójść do LEKARZA (rodzinnego albo psychiatry). Wtedy dopiero możemy zbadać sobie TSH, fT3 i fT4 i sprawdzić, co z tarczycą się dzieje i czy cokolwiek się dzieje. Wtedy LEKARZ (nadal NIE psychoterapeuta) przepisuje nam leki regulujące poziom hormonów tarczycy i dodatkowo możemy się wspomóc psychoterapią czy wizytami u psychologa. Najczęściej jednak jest tak, że leki na tarczycę sprawiają, że objawy maleją, a potem znikają. Ale znów, co warto podkreślić, żeby zdiagnozować stany depresyjne wywołane hormonami – TRZEBA IŚĆ DO LEKARZA, a nie wygadać się psychoterapeucie, który i tak nie da skierowania na badania. Endokrynolog będzie miał na ten temat więcej do powiedzenia

Osoba samego Dawida Kołodzieja, również wzbudza niepokój. Wystarczy zajrzeć w jego życiorys, aby odkryć, że nie ma on nawet odpowiedniego wykształcenia, a mimo to występuje w roli eksperta.
Czy ktoś kto nie posiada odpowiednich umiejętności w zakresie psychologii oraz psychoterapii powinien prowadzić swój własny gabinet? Ale to nie wszystko. Jeden z polskich blogerów, Paweł Opydo, który zainteresował się sprawą odkrył, że pan Dawid Kołodziej posługiwał się tytułem naukowym, którego w rzeczywistości nie ma.
Również na różnych stronach internetowych pojawia się informacja, że właściciel bloga jest z zawodu psychologiem. Nie trudno również negatywne opinie na jego temat.

I na koniec zwrócę jeszcze uwagę na favicon, czyli ikonę, która pojawia się przed adresem w polu adresowym przeglądarki internetowej lub na karcie z otwartą stroną www. Co Wam to przypomina?



Nie znam bezpośrednio osoby pana Dawida Kołodzieja, a artykuł powstał na podstawie opinii jego czytelników oraz wykwalifikowanego psychologa.
Trwa ładowanie komentarzy...